Press

Wandering flecks' review by Adam Baruch

This is the second album by young Polish Jazz guitarist Lukasz Borowicki. Following the debut album recorded in a trio format, this album presents a quartet effort, with Danish flugelhornist Mads la Cour and Polish bassist Mariusz Prasniewski (who also appears on the debut) and drummer Karol Domanski. The album includes ten original compositions, eight of which are by Borowicki and two are improvisations credited to the quartet members.

In contrast to the debut, this album is much more relaxed and organized, probably since there is no pressure to prove anything this time. The compositions are lyrical and much closer to the European Jazz idiom, with breathing space and freedom being the most important ingredients in addition of course to the personal abilities of the participants. The addition of the flugelhorn expanded the ensemble´s possibilities considerably and Borowicki could have hardly find a better partner for his musical explorations that the amazing Dane, who has caught my ear already and who is definitely worth following carefully.

The quartet is very tight together, which is quite remarkable considering the complex, both harmonically and rhythmically, music they perform. The rhythm section truly supports the soloists as well as builds up the platform on which the entire structure securely advances in time. As the result the instrumental work is nothing short of amazing. It is hard to believe that this album was recorded by such young musicians.

Borowicki also presents an impressive compositional palette and the overall level of his tunes is very notable. His compositions serve as ideal vehicles for the musicians to play their best. The interplay between the guitar and the trumpet is especially exciting, as are their respective solo parts. Both Borowicki and la Cour have a distinctive sound and approach and on this album they simply complete each other perfectly.

It is a joyful feeling to hear music of such quality, especially when it comes from musicians who are at early stages of their careers. The maturity and talents displayed here are all exemplary. As a result this is another great album released by the For Tune label, and certainly one of the strongest releases this year on the Polish Jazz scene. Congratulations!

Wanderig flecks' review by Polskie Radio

(...) Teraz – na drugim albumie, jak to się wielokrotnie podkreśla – najtrudniejszym – gitarzysta prezentuje się w kwartecie z Madsem la Courem na flugelhornie, Mariuszem Praśniewskim na kontrabasie i Karolem Domańskim na perkusji. - Poszukuję znaczenia i emocji zawartych w strukturze, w dynamice relacji między jej elementami. Szczególnie interesuje mnie takie podejście do kompozycji i symboliki muzycznej w kontekście improwizacji, procesu kreacji, manifestacji chwili i swojej obecności – zarówno jako jednostki i kolektywu. Album „Wandering Flecks” jest wyrazem moich poszukiwań w tym kierunku – wyjaśnia Łukasz Borowicki. I warto mu w tym zawierzyć, choć sposób w jaki opisuje swoje podejście do muzyki może się wydawać trochę nazbyt zagmatwany dla czytelnika. Z czym więc należy „jeść” wydany przez For Tune krążek  „Wandering Flecks”, który obok dwóch utworów całkowicie improwizowanych, wypełniony jest kompozycjami gitarzysty? Spokojne, delikatne niczym płatki śniegu dźwięki gitary i rytmiczna, wyważona perkusja, a następnie równie miękkie dźwięki na flugelhornie. Tak wita się z nami zespół poprzez „For every gesture another actor” i właściwie, z wyłączeniem żywszego „Automatom” cały krążek przepełniony jest intymnością, atmosferą domowego zacisza… ale, ale, nie dajmy się zmylić, muzyka jest tu daleka od rzewności i nawet, powiedziałbym, nie wyczuwam tu zbytniej cukierkowatości. Pomimo spokojnych, umiarkowanych tonów mamy do czynienia ze skondensowanym przekazem, pełnym niuansów i barw.

Review by Bogdan Chmura w Hi-Fi i Muzyka 02/2016

Wytwórnia For Tune stawia na młodych polskich jazzmanów, którzy śmiało wychodzą poza ramy gatunku. Jednym z nich jest gitarzysta Łukasz Borowicki, absolwent Akademii Muzycznej w Odense (Dania). Do udziału w nagraniu debiutanckiego krążka zaprosił kolegów z uczelni – basistę Łukasza Praśniewskiego i duńskiego drummera Kaspra Toma Christiansena. Powstał znakomity team, łączący odważne, awangardowe granie z maksymalną dyscypliną. Album z kompozycjami lidera okazał się dla mnie sporym zaskoczeniem. Dawno nie słyszałem tak świeżej, bezkompromisowej, skondensowanej formalnie i nasyconej kolorem muzyki. Artystyczną wizję Borowickiego najpełniej oddaje tytułowy „People, Cats & Obstacles” – rodzaj trzyczęściowej suity, której poszczególne odsłony zostały zgrabnie wplecione w repertuar całości. Każda z nich ukazuje nieco inne oblicze gitarzysty. W pierwszej słyszymy skomplikowany, powtórzony kilkakrotnie temat i ekspresyjną solówkę graną mocno przetworzonym dźwiękiem. Druga jest kompozycją opartą na prostym, zawieszonym w przestrzeni motywie i sonorystycznych eksploracjach. Ostatnia odbiega stylem od poprzednich i nawiązuje do bardziej konwencjonalnego jazzu, szczególnie spod znaku Johna Scofielda. Ten utwór jest też okazją do pokazania solidnego, klasycznego warsztatu jazzowego i znakomitej techniki lidera.

kultura.poznań.pl

Wrażliwość Borowickiego

W zupełnie inne rejony prowadzi nas twórczość tria Łukasza Borowickiego. Ten utalentowany gitarzysta proponuje bardzo osobistą muzykę. Studiujący w Danii artysta, znakomity w sensie warsztatowym i dość wszechstronny jawi się również jako interesujący kompozytor. Potrafi ukołysać wysublimowanym tematem, by kilka chwil później fascynująco zaatakować mocno przetworzonym wzmocnionym brzmieniem gitary. Jeśli wydaje się, że czasem słychać tu tradycję Johna Scofielda, Sonny'ego Sharrocka czy innych wielkich gitarzystów, to raczej jako kontekst, skojarzenie, które Borowicki zdaje się słuchaczowi świadomie podsuwać, by zaraz poprowadzić go w krąg własnej wrażliwości. Czujnie wspierają lidera kontrabasista Mariusz Praśniewski i świetny duński perkusista Kasper Tom Christiansen.

JAZZPRESS:

Wandering Flecks to kolejna płyta młodego gitarzysty Łukasza Borowickiego w katalogu For Tune. Po debiutanckiej, nagranej w trio People, Cats & Obstacles, która ukazała się w 2014 roku, Łukasz Borowicki pojawia się w kwartecie z Madsem la Courem na flugelhornie, Mariuszem Praśniewskim na kontrabasie i Karolem Domańskim na perkusji. „Poszukuję znaczenia i emocji zawartych w strukturze, w dynamice relacji między jej elementami. Szczególnie interesuje mnie takie podejście do kompozycji i symboliki muzycznej w kontekście improwizacji, procesu kreacji, manifestacji chwili i swojej obecności – zarówno jako jednostki i kolektywu. Album Wandering Flecks jest wyrazem moich poszukiwań w tym kierunku” – wyjaśnia Łukasz Borowicki. Płyta ukazała się 28 maja. 

Review by Adam Baruch

This is the debut album by young Polish Jazz guitarist / composer Lukasz Borowicki, recorded in a trio format with Polish bassist Mariusz Prasniewski and Danish drummer and frequent collaborator with Polish musicians Kasper Tom Christiansen. Both Borowicki and Prasniewski studied at the Academy of Music in Odense (Denmark), as did many of Poland´s young Jazz musicians in recent years. The album presents nine original compositions recorded by the trio and a bonus track which is a solo guitar piece, all composed by Borowicki.

The music is a surprising amalgam of many different elements, which create a unique musical perception, fascinating and absorbing right from the onset. Borowicki has a distinctive guitar sound, which is raw and distorted, somewhat similar to early John McLaughlin´s efforts. The melodies, or rather melodic fragments, are quirky and unstable, changing rapidly and continuously, and yet producing an overall coherent compositional whole. The same applies to the frequent tempo changes and improvisational approaches, which move within one piece between tightly knit interplay and completely free form, spacey improvisation. The overall effect of this unusual music is definitely fascinating and completely fresh. Considering the fact that guitar is the most popular instrument on this planet, it takes a truly ingenious musician to create something new with it, such as Borowicki manages to do in this case.

The leader gets a most sympathetic support from his cohorts; Prasniewski is a wonderfully melodic player, who against all odds manages to keep the surreal paste of change this music demands, supporting the guitar every inch of the way. Christiansen, who is already a well seasoned musician and a superb composer on his own, is an ideal partner completing the trio. He plays sparingly and unobtrusively, but is right where he is needed at all times.

In conclusion, this is a first class debut effort, which shows an enormous potential and talent that Borowicki represents which hopefully will mature and develop further in time. As a result of this album, he immediately becomes a worthy candidate to become one of the top Jazz guitar players in his country, a position which at the moment is rather sparingly populated.

Review published in JAZZPRESS (3/2015)

Z dostojnych murów Akademii Muzycznej w duńskim Odense co jakiś czas wyłania się nam młody, obiecujący, mało jeszcze znany polski jazzman. Ta uczelnia powoli staje się kuźnią talentów polskiej sceny muzyki improwizowanej. Tak jest i w tym przypadku. Łukasz Borowicki został już zauważony i nagrodzony kiedy kilka lat temu kiedy grał w kwintecie Tomasza Dąbrowskiego. Pod koniec roku 2014 For Tune wydało debiutancką płytę własnego tria gitarzysty. Łukaszowi Borowickiemu na basie towarzyszył Mariusz Praśniewski – kolega z duńskiego konserwatorium. Za zestawem perkusyjnym zasiadł zaś Kasper Tom Christiansen częsty współpracownik polskich jazzmanów, i co nie powinno chyba dziwić, absolwent kilkakrotnie wspomnianej już Carl Nielsen Academy w Odense.

Muszę przyznać, że główny nurt wydawniczy For Tune to nie jest dla mnie coś „co Tygrysy lubią najbardziej”. Owszem staram się słuchać regularnie nowości, doceniam to co muzycy proponują, ba zdarza mi się nawet ulec zauroczeniu niektórymi tytułami. Na co dzień jednak wokół mnie gra jednak inny jazz. Jeżeli ktoś z Państwa czuje podobnie, a chciałby jednak posmakować tego co serwuje nam For Tune to omawiana płyta będzie się do tego nadawała znakomicie. Gitara to dość popularny (eufemistycznie mówiąc) instrument, nie tylko w jazzie. Trzeba więc mieć „to coś” co wyróżni muzyka spośród rzeszy szarpidrutów aspirujących do zapisania się w muzycznych annałach. Łukasz Borowicki bez wątpienia wyrasta ponad tłum. Płyta zawiera dziesięć kompozycji lidera tria. W niemal każdej muzycy potrafią zaskoczyć zmianami tempa i stylu. „Rytytyry” zaczyna się spokojnym motywem gitary, która nagle przechodzi do grania niemal heavymetalowego by wreszcie podążyć w kierunku nieskrępowanej improwizacji. „Happy Summer” to dialog gitary i kontrabasu, przeprowadzony w nastroju kontemplacyjnym z nutą snującego się niepokoju w pojedynczych, krótkich dźwiękach instrumentów. „Let’s not rush out and tell everybody” to pole popisu dla basisty, który wysuwa się tu na pierwszy plan grając pod jednostajny podkład gitary. „People, cats and obstacles” – ten utwór powraca na płycie trzykrotnie. Pierwsze dwie części to ostre granie, z gitarą grająca momentami na granicy przesterowania. Trzecia, najbliższa mej duszy to kapitalny jazz środka, z gitarą grającą w stylu Scofielda. „Teo’s playground” z kolei jest popisem Christiansena który używa tu głównie perkusjonaliów, talerzy, po membranach bębnów jedynie szurając. Ponad minutowy wstęp solo to majstersztyk tego muzyka. Gdzieś w końcu utworu długie akordy i dźwięki gitary przechodzą w bardziej melodyjny fragment. To w ogóle charakterystyczne dla tej płyty, że nawet gdy pojawia się tu melodia to jedynie na krótko, urywając się w gwałtownej zmianie tempa czy nastroju lub kończąc jakiś utwór krótkim pasażem. Nagrania wieńczy nagrany solo „Hiss and rumble” stanowiący kwintesencję tego co proponuje nam Łukasz Borowicki. Utwór wolny, ale nie balladowy, przyspieszający w połowie potem znów przechodzący w długo wybrzmiewające dźwięki.

To nie jest muzyka do słuchania „przy okazji”. Do tej płyty trzeba przysiąść, wsłuchać się w nią, odciąć od otoczenia. Wtedy w pełni docenimy to co w tych nagraniach jest zawarte. Niezwykle udany debiut.

 
Łukasz Borowicki udowadnia, że jazz nie ma dlań tajemnic.
Łukasza Borowickiego, gitarzysty jazzowego rodem z Płocka, nie można pod żadnym pozorem mylić z innym Łukaszem Borowickim - mistrzem Polski amatorskiego MMA i zdobywcą 2. miejsca w otwartych mistrzostwach tejże. Muzyczny Borowicki studiuje na Akademii Muzycznej w duńskiej Odense i sygnuje wydaną niedawno płytę "People, Cats & Obstacles". Towarzyszą mu na niej kontrabasista Mariusz Praśniewski i perkusista Kasper Tom Christiansen.
Szczególną wartością 10 zamieszczonych na płycie kompozycji Borowickiego są wspaniałe improwizacje oraz zaawansowane pod względem technicznym zespołowe, wręcz wirtuozerskie popisy instrumentalne. Słowem - to muzyka bardzo niebanalna, wybrzmiewająca jeszcze długo po jej wysłuchaniu. W muzyce Borowickiego można się bowiem doszukać wpływów Johna Scofielda, Sonny'ego Sharrocka czy innych wielkich światowych gitarzystów, ale większość dźwiękowego wsadu jest własna i bezwzględnie oryginalna. W jakie rejony jazzu prowadzi nas twórczość Borowickiego? Ten utalentowany gitarzysta proponuje muzykę dyskretną i kameralną, by nie rzec - osobistą. Jest znakomity w sensie warsztatowym i reprezentuje znakomity warsztat kompozytorski. Jak piszą liczni, z reguły przyjaźnie nastawieni krytycy, "potrafi ukołysać wysublimowanym tematem, by kilka chwil później fascynująco zaatakować mocno przetworzonym i przekonująco wzmocnionym brzmieniem gitary". - Wyruszcie z Łukaszem w podróż do świata pełnego dziwnych ludzi. Kotów i przeszkód - nawołuje Ronny Graupe, niemiecki gitarzysta, więc siłą rzeczy posiadający dostateczną znajomość materii. - Ten muzyk ma wyjątkowe spojrzenie na wewnętrzne mechanizmy prostych muzycznych spraw, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi, smutni, że czujemy się dziwnie. Kręci nam się w głowie, jesteśmy urażeni lub zadowoleni". Ma rację Ronny Graupe, że muzyka Borowickiego działa bezpośrednio na system emocjonalny słuchaczy - wystarczy choćby posłuchać ostatniego na płycie kawałka "Hiss & Rumble" zagranego przezeń solo. Zresztą to, że o Borowickim będzie głośno, można było wywnioskować już w 2008 r., kiedy wygrał w konkursie organizowanym przez klub Tygmont "Nadzieje Warszawy". Był wówczas muzykiem głośnego kwintetu Tomasza Dąbrowskiego i dostał nagrodę dla najlepszego gitarzysty roku. Dziś widać jasno, że nazwisko Borowicki zaczyna w polskim jazzie sporo znaczyć.

Interview JAZZPRESS (03/15)

Swoim debiutem w końcówce ubiegłego roku niespodziewanie narobił duże zamieszanie. Niektórzy jazzfani, a zwłaszcza miłośnicy solidnego gitarowego brzmienia, zastanawiali się, jak to możliwe, że tak dojrzałą grę w świetnie przemyślanych kompozycjach własnego autorstwa, zaproponował ktoś tak mało znany. „Ten muzyk ma wyjątkowe spojrzenie na wewnętrzne mechani- zmy prostych rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi, smutni, że czu- jemy się dziwnie, kręci nam się w głowie, jesteśmy urażeni lub zadowoleni” – celnie określił Ronny Graupe w komentarzu zamieszczonym w książeczce do debiutanckiej płyty People, Cats & Obstacles. JazzPRESS jako pierwszy publikuje rozmowę z Łukaszem Borowickim.

Read more

Interview in Petronews

Dzisiejszym gościem naszego cyklu jest Łukasz Borowicki  – pochodzący z Płocka muzyk, gitarzysta i kompozytor, absolwent Wydziału Jazzu warszawskiej Państwowej Szkoły Muzycznej. W tym roku ukończył studia kompozytorskie w Konserwatorium Muzycznym w Danii w mieście Odense, gdzie obecnie mieszka i pracuje. W zeszłym roku ukazała się jego debiutancka płyta “People, Cats & Obstacles”. Co go inspiruje? Który artysta jest dla niego ważny? Jakie utwory poleca? 

– Muzyka jest dla mnie formą artystycznego wyrazu, polegającą na uporządkowywaniu dźwięków w czasie i przestrzeni. Nie wszystkie struktury dźwiękowe są z konieczności muzyką, ale mogą nią być, jeśli powstały z intencją bycia dziełem muzycznym. Zgodnie z tym, nawet najdziwniejsze szumy nazwałbym muzyką, jeśli zostaną umiejscowione w odpowiednim kontekście i opisane jako dzieło muzyczne – tłumaczy Łukasz Borowicki.

Read more

Nasz Płock newspaper

Nasz Płock(1)